Umiłowani w Chrystusie, Siostry i Bracia!

Dziś, 5 czerwca, w kalendarzu liturgicznym wspominamy świętego Bonifacego – biskupa i męczennika, zwanego Apostołem Niemiec. Choć jego życie przypada na odległe nam VIII stulecie, to historia tego niezwykłego mnicha niesie w sobie potężne i bardzo aktualne przesłanie. Szczególnie dla nas – osób, które poszukują autentycznej relacji z Bogiem, a często ku własnemu zaskoczeniu odkrywają, że ta droga wymaga całkowitej zmiany myślenia i wyjścia poza to, co znane.

Odwaga opuszczenia bezpiecznej przystani

Bonifacy urodził się w Anglii. Miał tam zapewnioną spokojną przyszłość, powszechny szacunek i perspektywę błyskotliwej kariery w ugruntowanych, religijnych strukturach. Zdecydował się jednak porzucić to poczucie bezpieczeństwa. Wyruszył w nieznane, by realizować swoją misję tam, gdzie wymagało to pracy od samych podstaw i zaufania wyłącznie Bożej łasce.

Często i my stajemy przed podobnym wezwaniem. Niezmiernie łatwo jest tkwić w bezpiecznych, znanych nam, choć skostniałych schematach religijnych. Znacznie trudniej jest zostawić za sobą miejsca i środowiska, w których zaczyna nam brakować powietrza, i pozwolić Duchowi Świętemu wyprowadzić nas na terytoria zupełnie nieznane. Ta odnowa serc i umysłów nie dzieje się w blasku fleszy ani przy wtórze głośnych fanfar. Dzieje się po cichu, z potrzeby serc tych, którzy szukają dla siebie przestrzeni zrozumienia, akceptacji i bezwarunkowej miłości, jakiej dotąd nie mogli odnaleźć.

Dąb Thora i budowanie na gruzach lęku

Najbardziej znanym epizodem z życia św. Bonifacego jest ścięcie w Geismar potężnego Dębu Thora (Donara) – świętego drzewa pogan. Ludzie wierzyli, że jeśli ktoś podniesie na nie rękę, zostanie natychmiast rażony piorunem przez zagniewanego boga. Bonifacy wziął topór i ściął drzewo. Piorun nie uderzył. Z drewna tego powalonego symbolu lęku, biskup zbudował schronienie – miejsce, w którym można było modlić się w pokoju.

Zastanówmy się dziś: czym są współczesne „Dęby Thora”?

Dla mnie, jako duszpasterza, te stare, nietykalne drzewa to głęboko zakorzenione uprzedzenia, homofobia, transfobia, rygoryzm i fundamentalizm. To wszystkie te mentalne ramy, którymi straszy się ludzi, wmawiając im, że Bóg odwróci od nich wzrok, jeśli będą żyli w zgodzie z tym, kogo kochają i kim w swojej istocie są. Mówi się nam: „Jeśli sprzeciwisz się tradycji, uderzy w ciebie Boży gniew!”.

Kiedy jednak znajdujemy w sobie odwagę, by wziąć ewangeliczny „topór” miłości i uderzyć w te bożki strachu, okazuje się, że żaden piorun z nieba nie spada. Zamiast kary, przychodzi wyzwolenie. Z tego uwalniającego doświadczenia rodzi się w nas pragnienie spotykania się na nowo. I to właśnie z tego „drewna” – z odzyskanej wolności i obalonych uprzedzeń – tworzymy ciche, bezpieczne schronienie. Przestrzeń zbudowaną na szczerości i wolności, a nie na lęku.

Cena autentyczności i radość nowej drogi

Święty Bonifacy zapłacił za swoją misję najwyższą cenę – zginął śmiercią męczeńską we Fryzji. Odrzucenie, oskarżenia czy niezrozumienie to często los tych, którzy idą pod prąd. W naszej codziennej drodze, gdy staramy się żyć wiarą w sposób na wskroś włączający, również spotykamy się z hejtem i agresją ze strony tych, którzy kurczowo trzymają się swoich „świętych dębów” uprzedzeń.

Niech dzisiejsze wspomnienie św. Bonifacego będzie dla nas źródłem siły na tej odkrywanej krok po kroku ścieżce:

  • Bądźmy odważni w opuszczaniu tego, co nam nie służy i co nas ogranicza.
  • Nie bójmy się obalać fałszywych obrazów karzącego Boga.
  • Z odwagą i radością twórzmy wokół siebie oazy bezpieczeństwa i miłości, otwierając serca na dary, które Bóg w swoim czasie z tego wyprowadzi.

Z duszpasterskim błogosławieństwem,

Biskup Szymon Niemiec

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.