Miłość, Przymierze i Duch Święty. Słowo pasterskie w obliczu weta
By Biskup Szymon / 17 lipca, 2026 / Brak komentarzy / Myślą i Słowem
Umiłowani w Chrystusie, Bracia i Siostry!
Dzisiejsza decyzja Prezydenta RP o zawetowaniu ustawy o osobie najbliższej napełniła wiele serc smutkiem, rozgoryczeniem i poczuciem odrzucenia. Państwo po raz kolejny zamyka drzwi przed ludźmi, którzy pragną jedynie wziąć za siebie odpowiedzialność, troszczyć się o siebie w chorobie i budować bezpieczną przyszłość. Jako Wasz duszpasterz chcę Wam dziś z całą mocą powiedzieć: tam, gdzie zawodzi ludzkie, świeckie prawo, Bóg nie przestaje wylewać swojej łaski. Niezależnie od decyzji polityków, Wasza miłość ma wartość w oczach Stwórcy. W obliczu tego systemowego braku zrozumienia tym bardziej potrzebujemy głosu Kościoła, który odważnie staje po stronie wykluczonych i przypomina ewangeliczną prawdę o relacjach.
Żyjemy w czasach, w których Duch Święty nieustannie wzywa nas do pogłębiania naszej wiary i odczytywania Słowa Bożego w świetle nowych doświadczeń i odkryć. Współczesna teologia chrześcijańska, w tym bliskie memu sercu nurty starokatolickie oraz chrześcijaństwo progresywne, przechodzi fundamentalną transformację w obszarze rozumienia ludzkiej seksualności, natury małżeństwa oraz relacji romantycznych. Pragnę podkreślić stanowczo: ta zmiana nie jest odrzuceniem naszej chrześcijańskiej tradycji. Stanowi ona raczej owoc wieloletnich, rygorystycznych badań biblijnych, które pozwalają nam oczyścić wiarę z ludzkich uprzedzeń.
Wyzwolenie Słowa z okowów anachronizmu
Tradycyjna etyka seksualna opierała się na biologicznym determinizmie, uzależniając sakramentalność związku wyłącznie od komplementarności płci i prokreacji. Dziś, dzięki historyczno-krytycznej egzegezie, dekonstruujemy dawne paradygmaty, które przez wieki służyły wykluczaniu mniejszości seksualnych. Musimy uświadomić sobie, że w starożytnym świecie pojęcie „orientacji seksualnej” w ogóle nie istniało. Biblijne zakazy z Księgi Kapłańskiej, czy też słowa św. Pawła, nie odnosiły się do wiernych, zmonopolizowanych i pełnych miłości relacji partnerskich osób tej samej płci, lecz piętnowały akty nadużyć, wyzysku i pogańskich rytuałów. Co więcej, relacje intymne analizowano wówczas przez pryzmat opozycji między rzymską władzą i dominacją a poddaństwem, nie zaś w duchu równości.
Nawet przerażająca opowieść o Sodomie i Gomorze, przez stulecia używana jako oręż przeciwko osobom homoseksualnym, jest w rzeczywistości „tekstem grozy”, mówiącym o skrajnym naruszeniu świętego prawa gościnności i próbie zbiorowego gwałtu. Nie ma ona nic wspólnego z konsensualną, wzajemną miłością. Kluczem hermeneutycznym dla oceny wszystkich naszych relacji pozostaje Wielkie Przykazanie: miłość Boga i bliźniego. Związki oparte na szacunku, zaufaniu i ofiarności, niezależnie od płci partnerów, nie wyrządzają krzywdy, a zatem nie mogą być z definicji uważane za grzeszne.
„Jeżeli grzech definiuje się jako zniszczenie relacji z Bogiem lub wyrządzenie krzywdy drugiemu człowiekowi, to monogamiczne, oparte na wzajemnym szacunku związki nie mogą być potępiane. Prawo Miłości jest nadrzędnym drogowskazem chrześcijanina.”
Teologia relacji: Od biologii po eschatologię
Redefinicja rozumienia Pisma Świętego pozwala nam spojrzeć na teksty z Księgi Rodzaju inaczej. Kiedy Bóg stwarzał człowieka, nie kierowała Nim jedynie chęć biologicznego rozmnożenia gatunku, ale nade wszystko pragnienie uśmierzenia ludzkiej samotności i nawiązania głębokiego, intymnego partnerstwa. Teologia progresywna uczy nas również, jak na nowo odczytywać List do Efezjan. Święty Paweł nie uprawomocnia tam patriarchalnej asymetrii władzy, lecz wzywa do „radykalnego, obustronnego poddania” i naśladowania kenotycznej (ogołacającej i ofiarnej) miłości Chrystusa do Kościoła. Zdolność do takiego wzajemnego uświęcenia nie jest w żadnym razie zarezerwowana wyłącznie dla par różnopłciowych.
Co więcej, wybitni współcześni etycy wskazują nam na perspektywę zmartwychwstania. Skoro w Królestwie Bożym nie będzie śmierci, fundamentalny imperatyw prokreacji ustępuje miejsca „związkom przymierza”. Małżeństwa osób homoseksualnych antycypują więc miłość niebiańską, w której od reprodukcji ważniejsza staje się wierność i wieczna relacyjność.
Sakrament Błogosławionej Miłości
Jako duszpasterz cieszę się, że prądy teologiczne Unii Utrechckiej i innych kościołów episkopalno-synodalnych dokonują niezwykłej reformy sakramentologii. Sakrament to nie rzymski, prawny kontrakt, lecz epikleza – dynamiczne wezwanie Ducha Świętego, który uświęca i transformuje każdą ludzką miłość w przestrzeń łaski. Właśnie ta świadomość doprowadziła siostrzane Kościoły Starokatolickie w Niemczech, Szwajcarii i Austrii do pełnego przyjęcia „Małżeństwa dla wszystkich”. Zrozumiano tam, że niemożliwe jest teologiczne degradowanie szczerych i wiernych związków jednopłciowych, albowiem działanie łaski w nich ugruntowane jest w pełni równoważne miłości par heteroseksualnych.
Na naszej rodzimej, polskiej ziemi, choć wciąż dominują konserwatywne interpretacje (m.in. w Kościele Polskokatolickim czy u Mariawitów), promykiem ewangelicznej nadziei i pełnej akceptacji jest duszpasterska praktyka Reformowanego Kościoła Katolickiego w Polsce. Kościół ten odważnie staje po stronie wykluczanych przez państwo i oferuje pełne, sakramentalne asystowanie przy ślubach par jednopłciowych.
Moja posługa uczy mnie jednego: tam, gdzie dwoje ludzi pragnie w miłości i wierności kształtować wspólną przyszłość, prosząc o oparcie w Bogu, Kościół ma obowiązek wylać na nich swoje ojcowskie błogosławieństwo. Miłość nie jest perwersją, lecz miejscem uobecniania się Bożej łaski. Bądźmy Kościołem, który łączy, który buduje przymierza i który we wszystkim kieruje się Miłością – zwłaszcza wtedy, gdy świat polityki mówi Wam „nie”.
Z pasterskim błogosławieństwem,
Zapraszam Was do lektury pełnej egzegezy w mojej Czytelni