Kochani,

Dzisiejsza liturgia słowa (Mt 14, 22-33) przenosi nas w sam środek burzy. Uczniowie są w łodzi, w nocy, miotani falami, ponieważ wiatr jest przeciwny. Bądźmy szczerzy – ten obraz to doskonała metafora tego, co wielu z nas przeżywa dzisiaj w swoim życiu osobistym, społecznym, a także duchowym.

Jako osoby często spychane na margines – wykluczane za to, kogo kochamy, jacy jesteśmy, w co wierzymy, lub dlatego, że nie pasujemy do sztywnych, kościelnych schematów – doskonale znamy to uczucie. Znamy ten lęk w środku nocy i ten „przeciwny wiatr” społecznych uprzedzeń, mowy nienawiści i religijnego wykluczenia.

I właśnie w tej najgłębszej ciemności przychodzi do nich Jezus. Idzie po falach. Pokonuje chaos.

Bóg, który przychodzi w nieoczywisty sposób

Co robią uczniowie? Zamiast odetchnąć z ulgą, krzyczą z przerażenia. Myślą, że to zjawa. To niesamowicie ludzkie – tak bardzo boimy się tego, co nie mieści się w naszych ramach, że nawet samego Boga potrafimy wziąć za zagrożenie. Ileż to razy instytucjonalny Kościół odrzucał to, co święte i pełne miłości, tylko dlatego, że przychodziło w nieznanej, innej formie? Ile razy wykluczano szczere uczucie i autentyczną tożsamość, nazywając je „zjawą” lub zagrożeniem?

Tymczasem odpowiedź Jezusa jest prosta, piękna i stanowi serce dzisiejszej Dobrej Nowiny:

„Odwagi, Ja jestem, nie bójcie się!”

Chrystus nie strofuje ich za strach. Nie mówi: „Jak możecie we mnie wątpić!”. On po prostu uobecnia się w ich lęku, niosąc pokój i bezpieczeństwo.

Czego uczy nas tonący Piotr?

Piotr, jak to Piotr – pełen gorliwości, mówi: „Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie!”. I idzie. Dopóki patrzy na Jezusa, dzieje się cud. Kiedy jednak zaczyna zwracać uwagę na silny wiatr – na to, co mówią inni, na burzę dookoła, na swój własny lęk – zaczyna tonąć.

Z nami jest dokładnie tak samo. Kiedy skupiamy się na nienawiści, którą w nas uderzają, na dyskryminacji, na homofobii czy transfobii oblekanej w pobożne słowa – zaczynamy tonąć w rozpaczy i zwątpieniu we własną wartość. Zaczynamy wierzyć w to, że Bóg nas odrzucił.

Ale spójrzcie, co robi Jezus, gdy Piotr krzyczy: „Panie, ratuj mnie!”. On nie urządza mu przesłuchania z dogmatyki. Nie pyta, kogo Piotr kocha ani jaki ma status społeczny. Jezus natychmiast wyciąga rękę i chwyta go.

Moja modlitwa za Was

W ten niedzielny poranek chcę Wam przypomnieć z całą stanowczością: Bóg wyciąga do Was rękę zawsze. Jego łódź jest wystarczająco duża, by pomieścić nas wszystkich – bez wyjątków, bez selekcji na lepszych i gorszych, bez podziału na tożsamości czy orientacje.

Nie pozwólcie, by wiatr uprzedzeń odebrał Wam wiarę w to, że jesteście umiłowanymi dziećmi Bożymi. Jeśli dzisiaj czujesz, że toniesz – w samotności, w lęku o przyszłość, w niezrozumieniu przez bliskich – zawołaj Go. On już idzie do Ciebie po wzburzonych falach Twojego życia.

Niech Ten, który uspokaja każdą burzę, napełni Wasze serca pokojem. Bądźcie dumni, bądźcie autentyczni, bądźcie sobą – bo takich właśnie stworzył Was i ukochał Bóg.

Z modlitwą i błogosławieństwem,

+ Biskup Szymon Niemiec

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.