Miłość, która przełamuje schematy: Rozważanie dzisiejszej Ewangelii
By Biskup Szymon / 14 czerwca, 2026 / Brak komentarzy / Myślą i Słowem
Ewangelia na dziś (11. Niedziela Zwykła, Rok C): Łk 7, 36-50
„Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała. A ten, komu mało się odpuszcza, mało miłuje.” (Łk 7, 47)
Dzisiejsza Ewangelia według świętego Łukasza przenosi nas do domu faryzeusza Szymona. To scena pełna napięcia, kontrastów i – co najważniejsze – radykalnej, łamiącej wszelkie konwenanse miłości. Jako ludzie wierzący, często zbyt szybko utożsamiamy się z pozytywnymi bohaterami biblijnych opowieści. Dziś jednak warto zatrzymać się i zapytać siebie z odwagą: czy bliżej nam do płaczącej u stóp Jezusa kobiety, czy do zbulwersowanego faryzeusza?
Pułapka „bycia sprawiedliwym”
Szymon zaprosił Jezusa do swojego domu. Był człowiekiem religijnym, szanowanym, przestrzegającym Prawa. Zapewne uważał się za kogoś lepszego od „uliczników” i wyrzutków. Jego dom miał być przestrzenią czystości i powagi. W tę sterylną, religijną przestrzeń wkracza jednak kobieta, która w mieście cieszy się złą sławą.
Reakcja faryzeusza jest niezwykle symptomatyczna dla wielu dzisiejszych środowisk religijnych. Szymon nie widzi w niej człowieka cierpiącego, szukającego ratunku ani kochającego. Widzi jedynie jej grzech, jej status i etykietę, którą nadało jej społeczeństwo. W jego sercu rodzi się osąd: „Gdyby On był prorokiem, wiedziałby, co to za jedna i jaka jest ta kobieta, która się Go dotyka, że to grzesznica”.
Jakże często w naszych dzisiejszych kościołach i wspólnotach powtarzamy ten sam błąd! Zamykamy drzwi przed tymi, którzy nie pasują do naszego wyidealizowanego obrazu „porządnego wiernego”. Wykluczamy osoby LGBT+, osoby po rozwodach, ludzi żyjących na marginesie społecznym, zapominając, że stół Pański nie jest nagrodą dla doskonałych, ale lekarstwem dla potrzebujących. Faryzejska sprawiedliwość zawsze prowadzi do wykluczenia; Boża miłość zawsze prowadzi do przyjęcia.
Radykalna bezbronność i łzy, które obmywają
Spójrzmy na kobietę. Jej postawa to absolutne zaprzeczenie chłodnej religijności Szymona.
- Nie dba o konwenanse: Przychodzi nieproszona na męskie spotkanie.
- Obnaża swoje emocje: Płacze, rozpuszcza włosy (co w tamtej kulturze było gestem niezwykle intymnym i szokującym w miejscu publicznym), całuje stopy Jezusa.
- Oddaje to, co najcenniejsze: Rozbija alabastrowy flakonik drogocennego olejku.
Ta kobieta nie przyszła dyskutować o teologii. Przyszła z pustymi rękami, pełna bólu, ale i ogromnej miłości. Zrozumiała to, czego nie pojął wykształcony faryzeusz: że Bóg pragnie serca skruszonego, a nie bezdusznego wypełniania rytuałów. Jej łzy były najpiękniejszą modlitwą, jakiej tamtego dnia wysłuchał Chrystus.
Kto kocha bardziej?
Jezus, jak zawsze, odwraca logikę świata. Zwraca się do Szymona z krótką przypowieścią o dwóch dłużnikach. Lekcja jest prosta, ale uderzająca: im bardziej uświadamiamy sobie własną kruchość, własne słabości i ogrom Bożego przebaczenia, tym bardziej jesteśmy zdolni do miłości.
Człowiek, który uważa się za bezgrzesznego, jest jak zaciśnięta pięść – nie potrafi ani dawać, ani przyjmować. Osoba, która doświadczyła upadku, ale spotkała się z bezwarunkową akceptacją Boga, staje się otwartym naczyniem. Jezus nie usprawiedliwia grzechu, ale pokazuje, że miłość jest potężniejsza niż jakikolwiek życiowy błąd. „Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju” – mówi na koniec do kobiety.
Słowo na nadchodzący tydzień
Niech ta dzisiejsza Ewangelia będzie dla nas wyzwaniem.
- Przestańmy oceniać: Odrzućmy w sobie wewnętrznego faryzeusza, który tak chętnie mierzy innych własną miarą.
- Pozwólmy sobie na wrażliwość: Nie bójmy się przyjść do Boga z naszymi „rozbitymi flakonikami” – naszymi porażkami, łzami i nieszablonową miłością.
- Twórzmy Kościół otwarty: Bądźmy przestrzenią, w której każdy wyrzutek znajdzie schronienie i usłyszy: „Bóg cię kocha takiego, jakim jesteś”.
Bóg nie brzydzi się naszymi łzami. On brzydzi się naszą pychą.